Witamy w restauracji Gruba Łycha!
tleft
contentop

Kilka słów o restauracji Gruba Łycha w Lubawce


Tu stare spotyka nowe :) Gruba Łycha to restauracja inna niż wszystkie. Pozwól, że opowiem Ci o pewnej wizycie.


Otóż pewna miła rodzinka wybrała się na narty do Zaclerza (w Czechach, krajową piątką). A że jechali z bardzo daleka, to jak to w życiu bywa - zgłodnieli. I tu moglibyśmy martwić się o bohaterów naszej opowieści, ale na szczęście nie musimy. Bo oto w małej Lubawce, tuż przy ich drodze, przy głównej ulicy vis a vis dworca PKP znajdowała się urocza mała restauracja o przewrotnej nazwie "Gruba Łycha".
Nie wiem czy już pisałam, że rodzina to: mama, tato, córka w wieku lat 5 i syn lat 17. Więc gdy owa rodzina zaszła do restauracji, ich oczom ukazał się miły widok a nosy wypełniły się pysznymi zapachami. Nie zdążyli nawet wymienić się spojrzeniami a podeszła do nich dziewczyna i wręczyła każdemu kolorowy bloczek:
-Te karty to otwarty u nas rachunek - powiedziała wesoło- z nimi udacie się Państwo do baru, bo u nas jest samoobsługa, a tam Kolega pokaże Państwu co dzisiaj serwujemy.
-A gdzie menu? - spytał zaskoczony tato.
- W tej restauracji nie ma stałej karty dań proszę Pana. Każdego dnia serwujemy coś innego, a wszystkie potrawy są dostępne na barze.
- No a te karty to po co?
- O te karty zostaniecie Państwo poproszeni przy zamawianiu dań przy barze. Za każdą wydaną potrawę na Karcie odbita zostanie pieczątka, która ją symbolizuje. Proszę wybrać stolik, rozebrać się i zapraszam do baru.
Rodzina wybrała duży biesiadny stół.
No i teraz mogłabym godzinami opowiadać co jedli i pili bo było tego dużo: karczek, golonka, żeberka, pieczone kartofelki i surówki, domowe ciasta i desery a to wszystko popijali kompocikiem z gruszek. Mama delektowała się pyszną Cafe Late z dodatkiem syropu migdałowego a tato smakował pyszne i świeże jak zawsze piwo.
Zapewne łatwo się domyślić, że córka - lat 5 - jadła lody z pieczonymi truskawkami, polane przepyszną czekoladą. No i bardzo ważne - bawiła się świetnie bo przez cały czas malowała kredą na tablicy. Bo nie wiem czy wspominałam, że w restauracji jest specjalny kącik zabaw dla dzieci i można malować po tablicy kredą albo poprosić Panią o kartkę i kolorowe kredki.
Przyznam także, że syn lat 17 również się nie nudził, bo w restauracji jest dostępna otwarta sieć wi-fi i każdy może sprawdzić swoją pocztę albo poserfować w internecie.
I tak w miłej atmosferze upłynął im cały obiadek.
Zjedli, podeszli do kasy, oczywiście zapłacili: Pani wzięła ich Karty, na podstawie pieczątek wystawiła rachunek (niezbyt wysoki, rzekłabym przyzwoity i współmierny do jakości jedzenia).Zapłacili kartą.
I pojechali dalej. Pytanie czy wrócą?
Oczywiście, że wrócą. Na drogę dostali jeszcze po pysznym czerwonym jabłku.
Tak. Na pewno wrócą.
I kolejna bajka kończy się Happy endem.


www.grubalycha.pl @ 2010 Strona główna Galeria KONTAKT
unia